gwoździe gwiazd
przytrzymują niebo
co na głowę chce mi spaść"
Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem.
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.
Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.
Z nurtu tego - to wiedz - że nie ma powrotu.
Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.
Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej -
a idąc krok łagodzi
- i tą ciszą trafia najgłębiej.
***
To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią
do tego poranka zimą.
Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno,
a jednak nie możesz wyjść z podziwu.
Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
nie podnosząc swej twarzy, bo po co -
- i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,
czy tu w głębi zamkniętych oczu -
Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
oprócz słów odszukanych z nicości -
ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
które będzie całą treścią wieczności.
"Władco i mistrzu piękna, cyzelatorze śnieżnych płatków,
Niezrównany wymyślaczu rzeczy,
Wyposażycielu Ziemi, tak przepysznej i innej niż nudny Księżyc,
Dzięki Ci za to wszystko, za ten podarunek.
Ułożyłem modlitwę poranną do Ciebie:
Mieści się w niej z dużą dokładnością wszystko, co najistotniejsze.
„Bądź wola Twoja” – tak to się zaczyna.
Siedziałem nad tym, z przerwami, dwa dni. Nie, żeby miało być gładkie.
(…)
Kim jestem ja, bez wartości, że tyle się natrudziłeś
Nade mną i może podejmiesz ten trud na nowo?
Nie rozumiem; lecz wierzę. Żonkile
Znajdują giętkie repliki na docinki wiatru."
[Fragmenty wiersza Johna Berrymana (1914-1972) „Jedenaście zwróceń się do Pana Boga” w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka, cyt. za musierowicz.com.pl]
Gwen Cooper to kobieta, która w najtrudniejszym momencie swojego życia zaopiekowała się kociakiem pozbawionym w wyniku choroby oczu. Po 12 latach opisuje tę historię. Poniższy fragment to jej odpowiedź na pytanie, dlaczego przygarnęła Homera.
"Tak się złożyło, że uchwyciłam przebłysk czegoś, w co w tym akurat momencie desperacko pragnęłam wierzyć. Mianowicie, że człowiek ma w swoim wnętrzu coś tak istotnego i dzielnego, iż nic na świecie - ani ukochany mężczyzna, ani pracodawca, ani trauma - nie jest w stanie tego wymazać ani go tego pozbawić. I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam cało wyjść z opresji, zanim to najgorsze stanie się faktem.
Innymi słowy - jak mawiała moja babcia: "Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają". Skoro rozpoznałam w kociaku te wszystkie cechy i dlatego właśnie zabrałam go do domu, to znaczy, że moja teoria była słuszna.
A więc nie adoptowałam Homera, bo taki z niego słodki mały bystrzak, ani nie dlatego, że tak bardzo mnie potrzebował. Adoptowałam go, ponieważ gdy widzisz w drugiej istocie coś tak fundamentalnie wartościowego, to nie oglądasz się na żadne racje - jak nieodpowiedni moment czy ujemne konto - które mogłyby ją od ciebie oddalić. Wiesz tylko, że musisz znaleźć dość siły, aby zbudować wokół niej swoje życie, obojętne, jakim kosztem.
Czyniąc tak, człowiek zaczyna czuć, że jest godzien podziwu."
(Gwen Cooper, Odyseja Kota imieniem Homer)
Nie płacz w liście nie pisz że los ciebie kopnął nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia kiedy Bóg drzwi zamyka --- to otwiera okno odetchnij popatrz spadają z obłoków małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz Jan Twardowski |