4.02.2013

Należy dać rzeczom przestrzeń
Na własny, cichy i niczym nie zmącony rozwój,
Rozwój, który wypływa głęboko z wnętrza
...I nie przyśpieszany,
Ani nie spowalniany
Wszystko donosi i we właściwym czasie na świat wyda...

Dojrzewać musi, jak to drzewo,
Które toczy swe soki i bez obaw stoi
Wbrew wiosennym burzom
Bez lęku, że lato mogłoby nigdy nie nadejść.

Lato przyjdzie!
Ale tylko do cierpliwych
Do tych, co żyją tak, jakby przed nimi była wieczność.
Bez zmartwień, cicho i rozlegle...

Trzeba mieć cierpliwość!
Do tego, co w sercu nie rozwiązane
I trzeba spróbować pokochać pytania,
Jak zamknięte pokoje
I jak książki napisane w obcym nam języku

Bo chodzi o to, żeby przeżyć wszystko.
Kiedy się żyje pytaniami,
To może żyje się krok po kroku,
Nie zauważając nawet
Jak pewnego dnia
Odpowiedzi same
Przekraczają próg naszego życia.

Rainer Maria Rilke

7.01.2013


"Pożegnanie z dzieciństwem - proszę mi wierzyć - jest dla niektórych ludzi piekielnie trudne, wiąże się z uznaniem ogromnej straty. Paradoksalnie, im trudniejsze dzieciństwo, tym pożegnanie trudniejsze, bo wymaga rezygnacji z marzenia, że da się jeszcze coś naprawić. Zamiast się z tym zmierzyć, można utknąć w serii powtórek i mieć tego rodzica ciągle na nowo w osobach kolejnych parterów. (...)
Co to znaczy ''uczyć się na własnych błędach''? Żeby tak się stało, trzeba ten błąd dobrze rozpoznać. Nie tylko zrozumieć intelektualnie i ponarzekać, ale też przeżyć emocjonalnie. Innymi słowy, przeżyć wszystko, co dane doświadczenie niesie, a często są to uczucia wyjątkowo nieprzyjemne, ambiwalentne, pomieszane. Upokorzenie, zranienie, wściekłość, żal, poczucie winy. Trzeba te uczucia w sobie ''pomieścić'', pozwolić im w sobie pomieszkać. To wymaga czasu, a nie błyskawicznych intelektualnych diagnoz. Takie diagnozy rozumu są często powierzchowne i niepełne, choć wygodne dla nas. Wtedy aż się prosi o popełnienie następnego podobnego błędu". (Danuta Golec)

29.10.2012

"Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju".

(Koh 3, 1-8)

23.09.2012

znowu smok!

"Praca z przeszkodami jest podróżą całego życia. Wojownik zawsze na swojej drodze spotyka smoki. Oczywiście boi się, szczególnie wtedy, gdy nadchodzi czas walki. Ale z dygocącym, czułym sercem, zdając sobie sprawę, że musi zrobić krok w nieznane - wychodzi naprzeciw smoka. (...) 

Jeżeli spotykając smoka wojownik powtarza: "Ha! Znowu smok! Nie ma mowy, żebym mu stawił czoła" i rozkleja się, to życie staje się powtarzającą się historią wstawania rano, wychodzenia z domu, spotykania smoka, mówienia "nie ma mowy!" i rozklejania się. (...) Przyjmujemy więc schronienie w buddzie. (...) 

Jesteśmy przebudzonym, to znaczy tym, który nieustannie skacze, który się wciąż otwiera, który nieprzerwanie idzie do przodu. To nie jest łatwe i odbywa się z dużą ilością lęku, niepewności i wątpienia. To właśnie znaczy być ludzkim, to znaczy być wojownikiem".

11.08.2012


Spotkania

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
tak dokładnie zwyczajny że nie wiemy o tym

jak osioł co chciał zawyć i nie miał języka
lub chrabąszcz co swej nazwy nie zna po łacinie
będziemy się mijali nie wiadomo po co
spoglądali na siebie i sięgali w ciemność
myśleli o swym sercu że trochę zawadza
jak wciąż ta sama małpa w sensacyjnej klatce

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
jeśli mniej religijny --- bardziej chrześcijański
wspomni coś od niechcenia podpowie adresy
jak śnieg antypaństwowy co wzniosłe pomniki
z wyrazem niewiniątka zamienia w bałwany
niekiedy łzę urodzi ważniejszą od twarzy
co pomiędzy uśmiechem a uśmieszkiem kapie

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
nagle zniknie --- od razu przesadnie daleki
czy byliśmy prawdziwi ---- sprawdził mimochodem

Jan Twardowski
"Ta właściwa młodemu duchowi zdolność do umacniania i uzdrawiania własnej psychiki jest tak potężna, że aż zdumiewa. Jego ufność nie zależy od tego, że ukochana go nie krzywdzi. Jego ufność to wiara, że każda rana, jaką otrzyma, zostanie uleczona, to wiara, że nowe życie następuje po starym. To wiara (...) że wszystko w życiu człowieka - niedole i bieda, rany i blizny, wesołość i ból - może być przekształcone w życiową energię". (C.P. Estes, Biegnąca z wilkami)

15.06.2012

"Przestajesz myśleć o czasie, nie zamartwiasz się tym, że coś musisz, że nie zdążysz. Zegarek przestaje tobą rządzić. To po pierwsze, a po drugie - jesteś tu i teraz. Jeśli rozmawiasz z drugim człowiekiem, to z nim rozmawiasz, a nie myślisz o tym, co zjesz na kolację. Jeśli piszesz coś, to piszesz, a nie sprawdzasz maila i nie odbierasz telefonu. Jeśli jesteś z dzieckiem, to jesteś z dzieckiem, a nie analizujesz raporty. Nie czujesz takiego napięcia w brzuchu, że musisz pędzić już gdzie indziej. A jak się już znajdziesz w takim miejscu, to nigdy nie będziesz chciał go opuścić. Będziesz starał się je pielęgnować. I kiedy zobaczysz, że udało ci się to wprowadzić w jedną sferę swojego życia, to spróbujesz to zrobić w następnej. Będziesz szukać swojego wewnętrznego żółwia, cokolwiek będziesz robić - kochać się, jeść, spacerować".
(http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,11841003,Slow___zycie_na_zwolnionych_obrotach.html?startsz=x&as=1, dostęp 15.06.2012)

26.05.2012

'it takes an ocean not to break'

14.03.2012

what doesn't challenge you, doesn't change you


"Powinniśmy być świadomi, że powodem naszych kłopotów nie jest miejsce naszego pobytu, lecz my sami: jesteśmy bowiem zbyt słabi, aby cokolwiek ścierpieć, nie umiemy przez dłuższy czas znieść ani trudu, ani rozkoszy, ani siebie samych, ani w ogóle żadnych rzeczy" [Seneka]

10.03.2012

5.03.2012

O rety, będę belfrem!

Chciałam cudze dzieci uczyć, to będę ;)) Dziękuję wszystkim, którzy mniej lub bardziej świadomie zaklinali ze mną wszechświat w tej sprawie. Bo to słuszna sprawa jest! :D

O rety, jestem belfrem

Pierwszy dzień w szkole, z wrażenia zapomniałam drugiego śniadania. A w szkole same cuda: na przerwie dzieci chodzą na szczudłach, na okienkach pan Kazimierz z kanciapy częstuje zachomikowanymi cukierkami, na stołówce widelce same się wyginają a w ogrodzie pachnie wiosną :)

3.03.2012

3 marca, MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ PISARZY

"Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczoła wsysa miód – odezwała się. – Zbieram wszystko w jedną dużą bryłę lata, żeby żyć nią, kiedy... kiedy nie będzie już lata. Wiesz, co jest w tej bryle? (...) I odpowiedziała Birkowi: To jest taki wielki przekładaniec, są w nim wschody słońca i czarne jagody na gałązkach, i piegi na twoich ramionach, i blask księżyca nad rzeką wieczorami, i niebo pełne gwiazd, i las, i upał południa, kiedy słońce złoci sosny, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne, i wiewiórki, i lisy, i zające, i łosie, i wszystkie dzikie konie, które poznaliśmy, i to, jak pływamy, i jak jeździmy konno po lesie, tak, to jest cały ogromny przekładaniec z tego wszystkiego, co jest latem!" (A. Lindgren, Ronja, córka zbójnika)

27.02.2012

zima zima zima z dziećmi

Na nartach z dziećmi, czyli zjeżdżam, uczę, w cudowny sposób odnajduję rękawiczki/buty/kijki których NA PEWNO NIGDZIE NIE MA, czytam bajki na dobranoc i ćwiczę jogę o nieludzkich porach. Nie wiem, czy dożyję piątku, bo na stołówce nie podają niczego, co miałoby choć ślad witamin. PS. Dowiedziałam się, że nie nadawałabym się do pracy z małymi dziećmi, bo jestem... ZBYT KONKRETNA!

25.02.2012

czy nie za wiele

Kazimierz Wierzyński
LATO

Leżę na łące.
Nikogo nie ma: ja i słońce.
Ciszą nabrzmiałą i wezbraną
Napływa myśl:
- To pachnie siano.

Wiatr ciągnie po trawach z szelestem,
A u góry
Siostry moje, białe chmury,
Wędrują na wschód.

Czy nie za wiele mi, że jestem?
"A kiedy kochasz to, co robisz, łączysz się z samym sobą, z innymi oraz z Bogiem. Czymże jest praca z miłością? To tkać płótno nićmi wyciągniętymi z serca, jakby je miała nosić najdroższa osoba. To zasiewać ziarno z czułością, a plony zbierać radośnie, jakby twoi ukochani mieli je spożywać".

"Prorok", Khalil Gibran

24.02.2012

teraz

"Teraz najbardziej, najbardziej chcę, 
Najbardziej lubię gapić się
Kiedy to twój i mój cień jak nikt przed nimi 
Witają dzień"


Voo Voo, Turczyński

22.02.2012

So come out of your cave walking on your hands
And see the world hanging upside down
You can understand dependence
When you know the maker's land

14.01.2012

a jeśli to jest Twoje uwodzenie jestem uwiedziony / na zawsze i bez wybaczenia



    Panie dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny 
    a także za to że pozwoliłeś mi w niewysłowionej dobroci Twojej 
    być w miejscach które nie były miejscami mojej codziennej udręki
    - że nocą w Tarquinii leżałem na placu przy studni 
    i spiż rozkołysany obwieszczał z wieży Twój gniew lub wybaczenie 
    a mały osioł na wyspie Korkyra 
    śpiewał mi ze swoich niepojętych miechów płuc melancholię krajobrazu
    i w brzydkim mieście Manchester odkryłem ludzi dobrych i rozumnych

    natura powtarzała swoje mądre tautologie: 
    las był lasem morze morzem skała skałą gwiazdy krążyły i było jak być powinno

    Iovis omnia plena - wybacz - że myślałem tylko o sobie 
    gdy życie innych okrutnie nieodwracalne krążyło wokół mnie 
    jak wielki astrologiczny zegar u świętego Piotra w Beauvais

    że byłem leniwy roztargniony zbyt ostrożny w labiryntach i grotach 
    a także wybacz że nie walczyłem jak lord Byron o szczęście ludów podbitych 
    i oglądałem tylko wschody księżyca i muzea

    - dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły mi cząstki swojej tajemnicy 
    i w wielkiej zarozumiałości pomyślałem 
    że Ducio van Eyck Bellini malowali także dla mnie

    a także Akropol którego nigdy nie zrozumiałem do końca 
    cierpliwie odrywał przede mną okaleczone ciało

    - proszę Cię żebyś wynagrodził siwego staruszka 
    który nie proszony przyniósł mi owoce ze swego ogrodu 
    na spalonej słońcem ojczystej wyspie syna Laertesa

    a także Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach 
    za to że przyjęła mnie po grecku i prosiła 
    żeby w nocy zostawić w oknie wychodzącym na Holy Iona 
    zapaloną lampę aby światła ziemi pozdrawiały się

    a także tych wszystkich którzy wskazywali mi drogę i mówili kato kyrie kato

    i żebyś miał w swej opiece Mamę ze Spoleto Spiridiona z Paxos 
    dobrego studenta z Berlina który wybawił mnie z opresji 
    a potem nieoczekiwanie spotkany w Arizonie wiózł mnie do Wielkiego Kanionu 
    który jest jak sto tysięcy katedr zwróconych glową w dół

    - pozwól o Panie abym nie myślał o moich wodnistookich szarych niemądrych prześladowcach 
    kiedy słońce schodzi w Morze Jońskie prawdziwie nieopisane

    żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia 
    a nade wszystko żebym był pokorny 
    to znaczy ten który pragnie źródła

    dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny

    a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony 
    na zawsze i bez wybaczenia
    [Z. Herbert, Pan Cogito]

5.01.2012

już nigdy nie będziemy kochać tak, jak wtedy

Usłyszane rano "Angie" Rolling Stonesów, i impresja - 


Miła, to sentymentalne,
ale nie mogę, nie mogę zapomnieć
nas wtedy,
wtopionych w bursztyn ciszy.
Z jaką nieśmiałą obawą
dotykaliśmy swoich rąk:
skrzydeł egzotycznych ptaków.

To powraca do mnie
To powraca do mnie
To powraca do mnie
jak motyw śmierci.
jak motyw śmierci.

Tak świeże były nasze ciała,
tak czyste,
ciała prawie dzieci.
Kim, jak nie dziećmi byliśmy,
niewinnymi,
bardziej świętymi
niż wszyscy święci.
To jak zadra
tkwi w mej pamięci.

Nasze błękitne oddechy,
nasze źródlane oczy
jeszcze nie tknięte szronem przerażenia.
Nasza czułość
delikatna jak nalot pyłku na śliwkach,
czysta i krucha jak płatek lodu,
naiwna jak psiak.

Już nigdy nie bedziemy kochać
tak jak wtedy.



(Jan Rybowicz)

23.12.2011

"Futuryzm jest pewną formą świadomości, stanem psychicznym, który każda świadoma jednostka musi dzisiaj przejść, zanim go nie przezwycięży. Walka jest jedna, drogi jej i rezultaty - różne... Kto nigdy nie miał swojego manifestu, kto nic nie porzucał, nie ma w życiu nic do powiedzenia". (B. Jasieński)

22.11.2011

"14. Można trwać w przekonaniu, że pozostające wciąż w strefie planów dzieło, gdyby zostało wykonane, wyszłoby kiepskie. Jednak jeszcze gorsze będzie to, którego nigdy się nie wykona. To, które się wykonuje, zostaje przynajmniej wykonane. Chociaż kiepskie, będzie istnieć, tak jak nędzna roślina w jedynej doniczce na oknie mojej kalekiej sąsiadki. Ta roślina jest jej radością, a czasem również i moją. To, co piszę i co uznaję za złe, może pozwoli innej smutnej czy przygnębionej osobie na chwilowe oderwanie uwagi od czegoś znacznie gorszego. To mi wystarczy. Albo mi nie wystarczy, ale odpowiada jako pewna postawa - a takie jest całe życie. 

Nuda, która zawiera jedynie przeczucie jeszcze większej nudy, żal, odczuwany już teraz, że jutro będzie się żałowało tego, iż dzisiaj czuło się żal - wielkie kombinacje pozbawione prawdy i zastosowania, wielkie kombinacje... 

...gdzie, skulona na ławce podrzędnej stacji, moja pogarda zasypia w płaszczu zniechęcenia...
...świat wyśnionych obrazów, z których składa się zarówno moja wiedza, jak i moje życie...

Nie czuję ani męczącego, ani trwałego zaabsorbowania chwilą obecną. Łaknę czasu w całej jego rozciągłości i bezwarunkowo chcę być sobą".

[Księga niepokoju, F. Pessoa]
Na wskroś nieracjonalna, codziennie próbuję oddać decydujący głos zdrowemu rozsądkowi...

21.11.2011

Jeśli walczysz z sobą i nie wygrywasz, to przynajmniej znaczy, że masz godnego przeciwnika. W kontekście "dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą" - pokrzepiające. ;)

4.10.2011

Chwile jasności, jak je zatrzymać?

Bałagan w głowie narasta, gubię się we własnych emocjach i pragnieniach, a potem przychodzi chwila olśnienia i potrzeba tak dużo samodyscypliny, żeby nie pozwolić tej wizji umknąć. Postanowić coś i konsekwentnie zrealizować, zanim emocje znów zaciemnią obraz.

Wyplątać się z relacji, która choć wygodna i przyjemna, nie jest właściwa.
Podjąć wysiłek i uciszyć głosy, które usprawiedliwiają wszystko zmęczeniem i ludzką słabością.
Być dla siebie wyrozumiałym i wymagającym.
Kierować się wewnętrzną mądrością, a nie tym, jak "ludzie robią".
Można wielu rzeczy nie wiedzieć, ale czasami niektóre się wie.
"Stajesz się odpowiedzialny za wszystko, co oswoiłeś".
Nie da się zawiesić odpowiedzialności.
Nie ma czasu, żeby porządkowanie spraw odkładać na później.

10.09.2011

Powrót
[Kazimiera Iłłakowiczówna]

Wracam do prostych rzeczy - do pyłów tańczących w próżni,
do małego ślepego pająka, co się barwą od ściany nie różni,
do drżących w słocie okiennic głośnego, gorzkiego szlochu,
do szpar ciekawych w podłodze, pełnych zagadek i prochu.
Wracam z zawiłej drogi zwycięskiej, wracam z podboju
do tajni mysiej nory, ukrytej w kącie pokoju,
do strasznej śmierci dzięcioła, do przygód okropnych jeża,
do niepojętej ucieczki sowy i nietoperza.

Coraz jest prościej, ciszej... coraz bezpieczniej, jaśniej...
Wracam - jak smok znużony - do starej, starej baśni.

3.05.2011

K.K. Baczyński

Wieczory


Nie wystarczy nas na to milczenie

i płacz za umarłym czasem.

Rosną na ścianie, w ogień schodzą cienie.

Obce przeszły, zostały nasze.


Jak zwierzęta łaskawe u ognia mrucząc

otulą nas w futro, nim je wchłonie

noc wargami spalona i sen,

nim ich nie zdejmą nagie dłonie.


I zamyślenie tylko jest, a łez

nie będzie, nim się nie odnowi

w ruinach kwiat, a w ciele człowiek

i pod stopami śniegu chrzęst.


III 42 r.


Rorate coeli

Spuście rosę, niebiosa, duchy nieobjęte,
i sztaby blasku białe, zwiastujące pieśni,
żeby, co żyje - życiem nie było przeklęte
i stało się jak światło w ciele - nie cielesne.

Spuśćcie rosę, niebiosa, fale mórz złotawe
i szczerość oczu, która jak zwierzęca - czysta,
a jeśli dzień - niech rośnie jak kolumny trawa,
a jeśli noc - niech będzie już noc wiekuista.

Spuśćcie rosę, niebiosa, rozróżnienie czynów,
i krople takie jasne, by koroną było
to, co jest nazywane za potęgę - miłość
i przez niedopełnianie pozostaje winą.

Spuśćcie rosę, niebiosa, fale mórz złotawe
na głowy pochylone, by to, co jest mądrość,
nie odchylało na dół jak po płatku płatek
ludzi do głuchych studni i pożogi lądów.

Spuśćcie rosę, niebiosa, aby elementy,
które są ku świętości, uczyniły świętym
i podsycane duchów płomieniem, powstały
jak łodygi wzrastania i owoce chwały,
a opadając liśćmi zwycięstwa jak złoto,
lot uczyniły dla nas albo nas dla lotu.


Wielkanoc 42 r.


Do Basi - Z wiatrem

Jesienie rok za rokiem idą,
gwiazdy jak deszcze szyby tną.
Zielone łanie na polanie,
u okien huczy serca bąk.

Nie płacz, kochana, lat złowrogich,
spod twoich rzęs zielony liść,
ptaki i drzewa trysną, drogi,
po których dalej trzeba iść.

Liście opadły. Wrócą liście
i modlitewne łuki gór,
przeminą ludzie w nienawiści,
zostanie trzepot ptasich piór.

Knieje się pienią - tylko pomyśl -
w powietrza falującym tchu
niedźwiedzi pomruk zaczajony,
niebieski jezior duch.

Nie płacz, kochana. Śpij w cierpieniu,
na dłoni mojej drżący ptak,
rzekom i mnie, i wiosen cieniom,
i miłowaniu lat.

Przeminie łoskot burz gwiaździstych,
nie stanie ludzkich burz.
Nam, śpiewającym pieśni czyste,
serce rozetnie czas jak nóż,

Bo już kolebią aniołowie
imię - jak złote imię gwiazd,
próchnieje pod stopami czas,
zostaje wieniec chmur na głowie.

Bo już kolebią aniołowie
na niewidzialnych dłoni śnie
proste jak sosna, czyste dnie
rosnące w ptasim słowie.

29 IX 1942

1.05.2011


"księżyc hak
gwoździe gwiazd
przytrzymują niebo
co na głowę chce mi spaść"

[hey, faza delta]

26.04.2011


"Szare Szeregi. Powstanie Warszawskie. Zastanawiam się, co ciągnie mnie tak bardzo do czytania, wciąż na nowo, wspomnień z tamtego okresu. I upewniam się, że tym magnesem jest szczęście obcowania z ludźmi - jasnymi, czystymi i prawymi, odważnymi i szlachetnymi w stopniu najwyższym, i bohaterami, którzy już na zawsze pozostaną wspaniali".

(M.Musierowicz)

23.04.2011


Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem.
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.

Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.

Z nurtu tego - to wiedz - że nie ma powrotu.
Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.

Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej -
a idąc krok łagodzi
- i tą ciszą trafia najgłębiej.

***

To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią
do tego poranka zimą.
Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno,
a jednak nie możesz wyjść z podziwu.

Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
nie podnosząc swej twarzy, bo po co -
- i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,
czy tu w głębi zamkniętych oczu -

Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
oprócz słów odszukanych z nicości -
ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
które będzie całą treścią wieczności.

***

Miłość mi wszystko wyjaśniła,
miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.

***

Stać tak przed Tobą i patrzeć tymi oczyma,
w których zbiegają się drogi gwiazd -
O oczy, nieświadome Tego, Kto w was przebywa,
odejmując Sobie i gwiazdom niezmierny blask.

Więc wiedzieć jeszcze mniej, a jeszcze więcej wierzyć.
Powieki powoli zamykać przed światłem pełnym drżeń,
potem wzrokiem odepchnąć przypływ gwieździstych wybrzeży,
nad którymi zawisa dzień.

Boże bliski, przemień zamknięte oczy
w oczy szeroko otwarte -
i nikły podmuch duszy drgającej w szczelinach róż
otocz ogromnym wiatrem.

(K.Wojtyła)

22.04.2011


"Braterstwo oznacza utożsamienie się z kimś drugim, nieoddzielanie jego losu od swojego; więcej nawet - widzenie jego niebezpieczeństwa wyraźniej niż swego, doznanie, że jego śmierć jest trudniejsza do przeżycia niż własna. Braterstwo jest łatwością przekraczania tych granic, które filozofowie głoszący samotność człowieka uznają za nieprzekraczalne (...) Tkwiliśmy głęboko wewnątrz m y ..."

[Jan Strzelecki, Reminescencje sentymentalne, fragment]

20.04.2011


"Książki spowijały całą ziemię, cały świat w tęsknotę za czymś lepszym i każda z nich była jak serce utrwalone na papierze za pomocą znaków i słów, które zaczynały żyć w chwili, gdy stykały się z nimi moje oczy i mój rozum.
Nieraz płakałem czytając - tak pięknie mówiła książka o ludziach, tacy byli drodzy i bliscy. Niby jakieś cudowne ptaki z bajek śpiewały książki, śpiewały o tym jak różnorodne i bogate jest życie, jak śmiały jest człowiek w swym dążeniu do prawdy i dobra". (M.Gorki)

15.04.2011


"W ogromnym, kilkunastostronicowym liście [Alek] namawia Basię: 'Staraj się pisać jak najwięcej na temat wszystkiego, co Cię interesuje. Staraj się swoje głębsze myśli jakoś konkretyzować, chwytać na gorąco i choć w punktach >>na papier przelewać<<. (...) Reasumując - chodzi o to, aby swe zdolności i zainteresowania rozwijać i kształcić, a nie czasami tylko je do lotu i na pokaz rozwijać. To nie tylko potrzeba, ale i obowiązek. Dług wobec Tego, który to nam dał, i wobec tych, wokół których żyjemy'.
Basia nie pozostaje mu dłużna. Znając kompleks Alka, który potrafi nazwać się 'wekslem bez pokrycia', osiemnastolatka radzi: 'Musisz się stać panem siebie. Nie ma dnia bez zwycięstwa nad sobą! (...) Mały, czy Ty się codziennie modlisz? Trzeba z Bogiem rozmawiać. Wspominałam Ci kiedyś o modlitwie Kto się w opiekę, zobaczysz, jaka jest żywa i aktualna... Tak bym chciała, żebyś się nie czuł jak weksel bez pokrycia, jak bierny pionek w rękach swoich wad. Tak bym chciała, żebyś zwyciężył".

["Pięknie umierać i pięknie żyć" (B. Wachowicz) - wstęp do "Kamieni na szaniec" - fragment, listy Alka i Basi]


("Wiesz, Marylko, zdumiewające jest, co też ludzie widzą we mnie, że tak życzliwie mnie oceniają. Nieprzyjemnie jest być niedocenionym, ale głupio jest być przecenionym. Czasami jak mi się to wszystko udaje, gdy z min i głosów otoczenia wyczuwam pochwały, mam takie uczucie, jakbym był wekslem bez pokrycia... Tyle jest we mnie ujemnych stron, niedociągnięć. (...) I to moje lenistwo, które tak trudno przezwyciężyć, i to głupie pyszałkowate gonienie za niecodziennością...")

14.04.2011

W środku bitwa za bitwą, na wszystkich frontach...


12.04.2011

"Peace isn’t a permanent state. It exists in moments. Fleeting. Gone before we knew it was there. We can experience it at any time, in a stranger’s act of kindness, a task that requires complete focus or simply the comfort of an old routine. Everyday we all experience these moments of peace. The trick is to know when they’re happening so that we can embrace them, live in them. And finally let them go". [Derek in GA 6x07]


"Następne dnie podróży prowadziły nas od ekstazy do ekstazy. Jezioro, coraz węższe, zmieniało się w taflę napiętą, niemal wypukłą od parcia prądu, który już był Renem. Każde pchnięcie wiosła podrywało naszą kanadyjkę do skoku. Naszej fizycznej radości nie osłabiał deszcz, lejący prawie bez przerwy. Dalej, na Renie, niosło nas tak szybko, że główna robota polegała na sterowaniu. Bez przerwy od dzioba do tyłu biegło ostrzeżenie o skałach czy pniach drzew. Ale radość była nie tylko fizyczna. Zakręt rzeki krył tajemnicę i kiedy odsłaniała się, zapierała nam oddech. Jeżeli gdzie, to tutaj wolno powiedzieć, że przenikaliśmy w kraj zaczarowany. Nad zieloną wodą zwisały ze stromej spadzizny gałęzie, tworząc groty, na pewno apartamenty nimf. Na gałęziach mogliby siedzieć wojownicy Delawarów z powieści Fenimore'a Coopera. Wyżej obracały się winnice na stokach i zamki.

Łapczywość spojrzenia była tym większa, że na całą tę bujność (powrót do raju utraconego) rzucało się okiem tylko z ukosa, ocierając ramieniem pot z twarzy. Czasami, na krótko, kiedy zdradliwości rzeki wymagały mniej uwagi, kładło się wiosło na kolanach i wiedziało się, że nic z tego, co się mija, nie będzie nigdy znowu dane, że trzeba to wziąć na zawsze".

(...)
"[W General Gouverment] dźwignąłem się wreszcie na jeden z takich progów, kiedy zaczynamy stawać się wreszcie, kim być powinniśmy, i upojeni, i trochę przerażeni ogromem drogi do przebycia".

(...)
"Jeżeli jednak komuś udaje się wydobyć z takiej czeluści i wydawać książki w różnych językach, kłamałby, przypisując to swoim zasługom. Prowadziła mnie Ręka. Nic o niej nie wiem poza tym, że zbyt cudownie działa, inspirując przyjaznych nam ludzi, aby wątpić o jej istnieniu.

Klasycznym skutkiem wszelkich nagłych zwrotów i zerwań jest rozpamiętywanie swojej bezwartościowości, pastwienie się nad sobą, delectatio morosa. Nie wyleczyłbym się z niej, gdyby nie piękno ziemi. Przezroczyste, jesienne ranki w alzackiej wiosce między winnicami, szeleszczące suchymi liśćmi kasztanów ścieżki na alpejskim zboczu nad Izerą, surowe światło wczesnej wiosny na Jeziorze Czterech Kantonów koło skały Schillera czy mała rzeka pod Perigneux, nad której taflą, w upale lipca, kolorowe cienie lotu rysują zimorodki - to skłania do zgody na wszechświat, czyli do jakiej takiej pobłażliwości wobec siebie".

(...)
"A przecie królestwo Natury nie jest naszym domem, należymy do niego, równocześnie do niego nie należąc. W tym królestwie konieczność jest jedynym dobrem, inaczej niż dla nas. Stawanie się w naszym królestwie, Historii, podlega zupełnie innym prawom, wyrasta z nas, z naszych, najdrobniejszych nawet, czynów".


[Cz. Miłosz, Rodzinna Europa, fragmenty]

9.04.2011


and it takes your breath away


3.04.2011

"Władco i mistrzu piękna, cyzelatorze śnieżnych płatków,

Niezrównany wymyślaczu rzeczy,

Wyposażycielu Ziemi, tak przepysznej i innej niż nudny Księżyc,

Dzięki Ci za to wszystko, za ten podarunek.

Ułożyłem modlitwę poranną do Ciebie:

Mieści się w niej z dużą dokładnością wszystko, co najistotniejsze.

„Bądź wola Twoja” – tak to się zaczyna.

Siedziałem nad tym, z przerwami, dwa dni. Nie, żeby miało być gładkie.

(…)

Kim jestem ja, bez wartości, że tyle się natrudziłeś

Nade mną i może podejmiesz ten trud na nowo?

Nie rozumiem; lecz wierzę. Żonkile

Znajdują giętkie repliki na docinki wiatru."


[Fragmenty wiersza Johna Berrymana (1914-1972) „Jedenaście zwróceń się do Pana Boga” w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka, cyt. za musierowicz.com.pl]

26.03.2011

"And now, the end is near,
And so I face the final curtain.
My friends, I'll say it clear;
I'll state my case of which I'm certain.

I've lived a life that's full -
I've travelled each and every highway.
And more, much more than this,
I did it my way.

Regrets? I've had a few,
But then again, too few to mention.
I did what I had to do
And saw it through without exemption.

Yes, there were times, I'm sure you knew,
When I bit off more than I could chew,
But through it all, when there was doubt,
I ate it up and spit it out.
I faced it all and I stood tall
And did it my way.

I've loved, I've laughed and cried,
I've had my fill - my share of losing.
But now, as tears subside,
I find it all so amusing.

To think I did all that,
And may I say, not in a shy way -
Oh no. Oh no, not me.
I did it my way.

For what is a man? What has he got?
If not himself - Then he has naught.
To say the things he truly feels
And not the words of one who kneels.
The record shows I took the blows
And did it my way.

Yes, it was my way".

21.03.2011

"Morska analogia okazuje się tu znowu pomocna. Samotność żeglarza pośród obojętnego oceanu nie mogła oznaczać bezsensownego zbłąkania. Była próbą. Próbą sensu i ładu, które nosimy w sobie, nie znając ich istoty. Czegoś, co nazywamy słowami: honor, wierność, odwaga, a nie słowem: korzyść.

(...) Między burtami wąskiego pokładu żaglowca, otoczony nieliczną gromadką załogi, był nieustannie świadomą cząstką równania: z jednej strony myśląca nietrwała drobina - z drugiej ogrom, wieczny i obcy, chaotyczny na pozór, choć może podporządkowany jakiejś nieodgadnionej harmonii, cudowny i przerażający, wobec którego trzeba być kimś, trzeba być sobą, żeby samemu nie rozpłynąć się w chaosie".
(J.J.Szczepański, List do Juliana Stryjkowskiego, fragment)

16.03.2011

"Don't wonder why people go crazy. Wonder why they don't".

14.03.2011

"...it's a lion fight. So chin up, put your shoulders back, walk proud. Don't lick your wounds. Celebrate them. The scars you bear are the signs of competitor. You're in a lion fight...
Just because you didn't win, doesn't mean you don't know how to roar!"
[GA4x12]

13.03.2011


"Tak samo było z religią, w której nas wychowywano. Złagodzono jej ostrza, uczyniono z niej narzędzie cnotliwego samozadowolenia. Nie mieliśmy czasu na ponowne docieranie do źródeł. Potrzebowaliśmy natychmiastowych uzasadnień dla imperatywnego, nie podlegającego dyskusji TAK TRZEBA - jedynego objawienia oświetlającego nasze ryzykowne drogi. Skuteczniej niż ktokolwiek inny uzasadnień takich dostarczał wielu spośród nas Joseph Conrad - sceptyk i romantyk (jak my), świadom, podobnie jak my, grozy istnienia, przeświadczony głęboko o bezprzedmiotowości wszelkich dociekań prawd ostatecznych i wobec tego widzący istotny sens życia w ocaleniu poczucia ludzkiej godności - owego jedynego śladu najwyższej prawdy czy boskości, jaki jesteśmy w stanie rozpoznać w sobie i określić. Walczący w rozproszeniu i w mroku, zdani przeważnie na sąd własnego sumienia, przyjmowaliśmy tę postawę spontanicznie, ponieważ czasy wymagały od nas męstwa bez złudzeń i wierności, która sama w sobie musi być nagrodą. A że bywaliśmy w gorliwości naszej dziecinni, to też zrozumiałe".
[J.J.Szczepański, Przed nieznanym trybunałem]